TLDR: Branża budowlana w Polsce to rak, czy jest jeszcze sens przebranżowić się na programowanie w IT?

Wołam #programowanie oraz #budownictwo do wymiany poglądów. Bardzo proszę o zniechęcenie mnie do programowania. Z jakimi problemami boryka się tam człowiek na co dzień? Obawiam się, że wpadłem między bajki o tym jak to jest pięknie w programowaniu.

Jestem już strasznie zniechęcony branżą budowlaną (projektowanie HVAC here), siedzę w niej blisko 10 lat i czuję, że mi się mocno przelewa. Leci trzeci rok bez urlopu i to tylko podsyca moje zmęczenie psychiczne budowlanką. Mając naście lat miałem do wyboru studia budowlane albo programowanie, wybrałem pierwsze, zachęcony słowami rodziny, że budownictwo nawet w czasie kryzysu się opłaca, bo to będzie zawsze potrzebne i jest z tego kasa (z własnej woli w życiu bym się nie zainteresował budownictwem, a projektowanie ciekawiło mnie już w szkole – paskal był bardzo spoko, ale też robiłem w domu strony internetowe w html). Do pracy podchodzę zadaniowo i nie mydlę sobie oczu pasją, ciężko pracuję i ma iść za tym hajs. Jeżeli tak nie jest, to gdzieś jest coś nie tak. Nie wyobrażam sobie pracować do starości i interesuje mnie tylko wolność finansowa do, powiedzmy, 50tki.

Przedstawię jak wyglądają problemy w branży:

1. Terminy
Zapomnij o ustaleniu sobie hierarchii projektów, jeżeli pracujesz w zespole branżystów to zawsze ktoś zawali (albo teletechnik, albo konstruktor, albo ktoś inny) i termin się obsunie (albo będzie wisiał w urzędach). Skończy się na tym, że tematy będą na siebie nachodziły i skończysz robiąc po nocach.

2. Ludzie
Jestem introwertykiem, największa radość sprawia mi założenie słuchawek i robienie obliczeń/rysunków. Nie znoszę kontaktu z ludźmi, omawiania spraw, dostarczania dokumentacji, a najgorsze już są budowy. Zmagasz się z ludźmi „tego typu” oraz wszędzie musisz uważać na cwaniaków. Nie wyobrażam sobie stanowiska kierownika budowy, pomijając już fakt, że jest to walenie delegacji i nocleg w budzie z dala od najbliższych (za marne 6-8k netto).

3. Projekty a inwestycje publiczne
Z robienia domków nie ma kasy, jeżeli liczysz na prowadzenie działalności i spokojne walenie typówek to zapomnij. Starczy na opłacenie podatków i jakieś dodatkowe 3k wypłaty (to lepiej iść do zwykłej roboty i nie brać na siebie żadnej odpowiedzialności za temat). Jeżeli chcesz robić duże tematy to musisz wejść w zespół projektantów, wtedy kasę ratują duże inwestycje jak osiedla, hale targowe, lotniska itp. Oczywiście musisz mieć zabezpieczenie finansowe, bo nie wejdziesz w przetarg bez wkładu finansowego chroniącego inwestora.
Dodatkowo branża jest strasznie uzależniona od gospodarki kraju, biedny kraj nie będzie miał dobrych inwestycji, a jak projektujesz w Polsce, to nie jest to takie oczywiste wskoczyć nagle na obcą ziemię.

4. Wypłaty
Jak chcesz zarabiać konkretną kasę to godzisz się, że temat robisz parę miesięcy bez kasy, a po zakończeniu wystawiasz fakturę z 30 dniowym terminem zapłaty. Pamiętaj tylko, żeby się upominać po upływie czasu o kasę. Chyba, że to inwestycja publiczna (ale wtedy projektujesz znacznie dłużej, bo walczysz z urzędnikami).

5. Zespół a odpowiedzialność
Nie ma żadnego kryterium weryfikującą poprawność Twojego projektu, możesz tylko sprawdzać siebie po naście razy, ale ostatecznie może się okazać, że i tak coś zjebałeś. Zaznaczę, że jeżeli jesteś zawodny to nikt poważny nie wejdzie z Tobą w biznes. To gra w rosyjską ruletkę. Oczywiście musisz być ubezpieczony na wypadek błędów, inaczej walniesz bankruta, jeżeli problem jest istotny.

6. Handlowcy
Z prowizji za umieszczenie produktów konkretnego producenta można wyciągnąć dodatkową kasę, ale handlowcy zrobią prawie wszystko, żeby tylko wcisnąć Ci ich (przykładowo) centralę i będą przekonywać Cię, że to właśnie ich produkt idealnie pasuje pod Twój projekt, pomimo że parametrami nie spełnia Twoich obliczeniowych wymagań. Oczywiście dział wsparcia projektowania często jest niekompetentny i przy dużych tematach nawet nie ma co liczyć na pomoc lub wyjaśnienie, ale chętnie przyślą handlowca z ich nowym katalogiem i kubeczkiem.

Miałem jeszcze dopisać parę rakowych anegdotek z doświadczenia budowlanego, ale post i tak jest już długi. Jak przypomni mi się coś istotnego to na pewno dodam.

Problemem jest to, że dochodzę do wniosku, że w budownictwie nie ma kasy bez naprawdę konkretnego zapierdalania (tj. pracujesz po 12h dziennie, dodatkowo walisz jeszcze w sobotę i niedzielę i owszem, wyciągniesz 15-20k, ale musisz być najlepszy i brać na siebie kosmiczną odpowiedzialność). Wpędziłem się w pracoholizm, bo gdy nie pracuję to czuję niepokój i niszczy mnie świadomość marnowanego czasu. Jestem ciągle młody i nie boję się wyzwań, gryzę się z myślami, żeby spróbować sił w nastoletnich planach o programowaniu. Jest sens w to wchodzić? Czy wcale nie jest tak kolorowo jak piszą w sieci? Choć póki co nawet nie wiem jak miałbym wygospodarować na to czas, zapewne byłby to paroletni proces przenoszenia czasu mojej pracy na inne środowisko. Wiem, że książki na temat systemów IT mają po 1000 stron, ale chatę i tak mam zawaloną moimi branżowymi, więc wiem jak wygląda sprawa. Jak źle wygląda środowisko pracy osoby w programowaniu, która wyciąga już 15k na miesiąc? Ile pracuje codziennie? Czy ma czas na urlopy? Czy odpowiedzialność jest duża oraz w jaki sposób wygląda tam weryfikacja poprawności pracy? W mojej myśli – albo napisany kod działa, albo nie i wtedy trzeba go poprawić. Więc całość działa zero-jedynkowo.

#pracbaza #budownictwo #programowanie #zalesie #programista15k #projektowanie