Jak pytają mnie w pracy kiedy idę na urlop to zawsze odpowiadam, że „urlop będę miał dopiero jak się zwolnię” i nie jest to ani trochę żart. Dla mnie 2 tygodnie wolnego to jest tak naprawdę gówno. Dobrze się nie zacznie a już trzeba wracać do roboty. Nie potrafię intensywnie wypełnić sobie czasu jak inni ludzie, że np. jeden dzień wyjazd w góry, drugi dzień wypad nad wodę, trzeci impreza ze znajomymi, czwarty odwiedzanie rodziny itp itd.

Nie jestem w stanie w ogóle cieszyć się krótkim wolnym. Jak wracam w piątek z pracy to już mnie ściska w żołądku na samą myśl o tym, że w poniedziałek już będę musiał wrócić do łagropolu i tak do 67 roku życia. Sobota zazwyczaj mija w hiper ekspresowym tempie a niedziela to już wiadomo… Ledwo mrugnę i już jest 23 i pasuje iść spać bo budzik 4;50.

Dla mnie to jakaś abstrakcja jak ludzie potrafią zrobić wiele rzeczy w tak krótkim czasie. Jak ogarnę jedną rzecz przez te 2 tygodnie wolnego to jest jakiś cud „bo może się w któryś dzień zbiorę”. Niestety taką mam już flegmatyczną i melancholijną naturę. Tak szczerze to wspominam swoje bezrobocie jako jeden z najlepszych okresów w życiu. Najlepszy oczywiście nie oznacza dobry… Po prostu lepszy od tego co jest teraz.

#przegryw #spierdolenie #pracbaza