HELENA?! ALE JAK W OGÓLE TA WIZYTA U PROTETYKA SŁUCHU WYGLĄDA?!?!
No dobra, już dobra, siadam i piszę!
😉

@KanJowalski – no przecież jak go nie zawołam to mi zrobi sajgon na pw 😀

Standardowa wizyta pacjenta z niedosłuchem w gabinetach protetyki słuchu wygląda pewnie w każdym punkcie inaczej. Oczywiście w mojej firmie są pewne standardy, ale tak czy siak każdy protetyk ma swoją metodę, dlatego Wam opiszę po kolei co JA robię z pacjentem.
Przede wszystkim wychodzę z założenia, że jeżeli pacjent ma kupić aparaty słuchowe, które nie są jednorazowym i drobnym wydatkiem, to na wizycie pacjent musi wiedzieć wszystko. Dlatego moje wizyty z pacjentem są oporowo dokładne i szczegółowe i z każdym spędzam czas od 1,5h do 2h. Zdarzało się dłużej, ale standard to właśnie tyle. Co tyle robimy? Już pisze!

Jeżeli jest to nowy pacjent, pierwszy raz w gabinecie to oczywiście musimy przebrnąć przez papierologię więc klasyk – dane, założenie karty, podpisanie RODO. W momencie, w którym pacjent nie chce podpisać RODO, nie mogę go przyjąć i w tym momencie się żegnamy. Zdarzyło mi się raz.

Kolejną bardzo ważną rzeczą jest to, że przed podjęciem jakichkolwiek następnych działań, wyciągam otoskop i zaglądam do ucha. Jeżeli ucho nie jest drożne i jest korek woskowinowy (zdarza się to bardzo często) odsyłam pacjenta do laryngologa na płukanie i umawiam kolejną wizytę, ponieważ badanie będzie nierzetelne. Korek woskowinowy może bardzo przekłamać takie badanie i wyjdzie większy niedosłuch niż faktycznie jest.

Następnie przechodzę do wywiadu medycznego, pytam czy występują szumy uszne, czy pacjent choruje na nadciśnienie, cukrzycę, czy bierze jakieś leki ototoksyczne, czy miał wykonywane jakieś zabiegi na uszy czy w obrębie głowy – każdy z tych czynników jest istotny i może być przyczyną niedosłuchu lub przeciwwskazaniem do protezowania. Te informacje już mogą mi dać pewne wskazówki do wyboru aparatu dla pacjenta.

Później przechodzę do rozmowy z pacjentem i zadaje, na pozór wścibskie pytania. Przed tym zazwyczaj informuję pacjenta o co będę pytać i dlaczego, w ogóle mam w zwyczaju informować o wszystkim co będę robić i po co mi to jest. Pytam o to w jakich miejscach pacjent przebywa na co dzień, czy korzysta z tv, tel, radia, czy jest raczej towarzyski, czy ma jakieś hobby. To mi bardzo dużo daje do późniejszego ustalenia preferencji pacjenta w wyborze aparatów.

No i najważniejsze pytania to w jakich miejscach i sytuacjach dana osoba ma problem ze słyszeniem, jeśli nosi jakieś aparaty to jak długo w ciągu dnia je nosi (to jest istotne, uczulam że aparaty powinno nosić się cały dzień, nawet jeśli się jest samemu w domu, bo w domu też są dźwięki i komórki słuchowe muszą być pobudzane non stop). Na wyniku badania często widać kto ile aparaty nosi – chodzi mi o badanie na rozumienie mowy.

Wkrótce po tym zapraszam pacjenta do gabinetu obok gdzie wykonuję badanie słuchu. Standardowo – audiometria tonalna – przewodnictwo powietrzne i kostne – i audiometria słowna. Same te badania trwają jakieś 15-20 minut.

Zwykle nie tłumaczę wyniku badania od razu po jego zrobieniu. Przechodzę od razu do przymiarki aparatów słuchowych. Robię to z dwóch powodów – jeden: pacjentowi będzie się wygodniej słuchało – drugi: chcę żeby pacjent oswoił się z aparatami i w momencie kiedy tłumaczę mu wynik badania, mógł się osłuchać, zgłosić ewentualne poprawki.

Jeżeli chodzi o przymiarkę aparatów słuchowych, najpierw…muszę pomyśleć. 🙂
Przeglądam wynik, sprawdzam jaki aparat mogę przymierzyć, w którym pacjentowi będzie najlepiej. Na podstawie wyniku badania dobieram uniwersalną wkładkę do aparatu słuchowego. Jeżeli osoba przykładowo ma normę na niskich tonach, a ubytek zaczyna się w wysokich zakładam mu wkładkę otwartą, czyli taką z największym przepływem powietrza, bo gdybym założyła mu korek, słyszałby jak przez szybę. Z kolei gdyby pacjent miał głęboki niedosłuch na każdej częstotliwości, wkładka otwarta może regulować sprzężenia i wtedy należy zastosować wkładkę bez wentylacji twardą. Są jeszcze tak zwane „motylki” wkładki pół-zamknięte które należy zastosować przy powiedzmy 30-40dB ubytku na niskich tonach. Wybór wkładki ma bardzo duże znaczenie w komforcie słyszenia pacjenta, a nie chcemy przecież, żeby zraził się do aparatu przy pierwszej próbie. Następnie na stole łączę aparaty słuchowe poprzez pętlę indykcyjną z programem (nigdy nie należy łączyć się z nieskalibrowanymi aparatami na uszach pacjenta! Mógłby przykładowo dostać po uszach bardzo dużym piskiem). Potem zakładam pacjentowi aparaty i puszczam mu szumy, dzięki którym sprawdzam szczelność wkładki, następnie ustawiam sensogram czyli wzmocnienie aparatów pod jego ubytek słuchu – wygląda to tak, że puszczam pacjentowi dźwięki i on mi mówi czy je słyszy, po czym ściszam i szukam momentu, w którym przestaje słyszeć dany ton. Aparat jest już wtepnie ustawiony, potem dochodzą niuanse czyli np. wyciszanie hałasu, regulacja uwydatnienia mowy, bądź ograniczenia tej słyszalności – wszystko zależy od tego czy pacjent jest doświadczony czy też nie. Osoba, która nigdy nie nosiła aparatów, na pewno będzie miała delikatne wzmocnienie, żeby mogła się na spokojnie przyzwyczaić.

Tego co następuje potem, nie musiałabym robić, bo wiem, że aparaty ustawione są dobrze, ale pacjent na pewno chciałby zobaczyć możliwości aparatu (w końcu nie wyda pieniędzy na coś co nie wie czy działa) jest to część, którą lubię – tj. oddalam się od pacjenta i zaczynam do niego mówić, odwracam się, zadaje pytania, sprawdzam rozumienie pacjenta w aparatach. Czasem jest to moment naprawdę wzruszający :).

W końcu przechodzę do wytłumaczenia pacjentowi wyniku badania, robię to skrupulatnie, właściwie łopatologicznie, tłumaczę skąd się biorą problemy, o których mi powiedział, pokazuję jaka jest obecna sytuacja, omawiam na wyniku badania pracę aparatu, czyli na których wartościach będzie wzmacniał itp. Zawsze robię rysunki na wyniku, który potem daję pacjentowi do domu.

Jeżeli pacjent czegoś nie zrozumiał, tłumaczę od początku, zależy mi na tym, żeby wszystko co mówię było jasne. Trochę to też moje pedantyczne usposobienie każe mi to robić. 😉

W końcu dochodzimy do wyboru aparatów słuchowych, drukuję pacjentowi zawsze ofertę, na której ma dokładnie rozpisane ceny, robię też opis jakby to wyglądało w ratach itd. Oczywiście przed tym pomagam pacjentowi z wyborem, opisuję jakie mamy aparaty, co ja mogę zaproponować, opisuję jak dany aparat działa, jakie ma technologię, często odnoszę się do sytuacji życiowych pacjenta, w których dany aparat może się sprawdzić. Pacjent nie ma pojęcia jaki aparat wybrać, bo skąd ma wiedzieć? Dlatego tłumaczę wszystko i do wyboru aparatów biorę pod uwagę kilka czynników: ubytek słuchu, możliwości finansowe, preferencje, wygląda aparatu/jego kolor czy wielkość. W ten sposób staramy się dojść do konsensusu i wybrać model, który spełni wszystkie te warunki.

W tym miejscu wizyta albo się kończy, bo pacjent musi sobie to jeszcze przemyśleć, albo chce wypożyczyć aparaty więc robię stosowną umowę wypożyczenia, albo bierze od ręki.

Przyjmijmy, że zdecydował się na dany model. Wtedy przechodzę do zrobienia odlewu ucha/uszu (albo na wkładkę uszną albo na aparat dokanałowy) za co pobieram zaliczkę w wysokości ceny wkładki, ponieważ wkładki nie podlegają zwrotowi, bo jest to robione na miarę ucha indywidualnie dobrane.

Jeżeli pacjent chce skorzystać z dofinansowania NFZ lub NFZ + PCPR/MOPS/PEFRON. Umawiam pacjenta do laryngologa, z którym współpracuję, żeby wypisał wnioski na aparaty. Wcześniej pacjent musi zdobyć skierowanie do laryngologa od lekarza rodzinnego, a wnioski od lekarza musi podbić w NFZ. Z dofinansowaniami z innych instytucji pomagam pacjentom robiąc kopie wszystkich potrzebnych dokumentów i pacjent z dokumentacją sam odbiera zwrot z np. PCPR.

Pod koniec wizyty – niezależnie od tego czy aparat kupi czy nie – umawiam badanie na następny rok. I opcjonalnie umawiam przegląd aparatów słuchowych na za 4 miesiące/w przypadku aparatów dokanałowych co 3 miesiące i tak spotykamy się co chwilę na tych przeglądach, na których sprawdzam funkcjonowanie aparatu, robię kontrolę jakości, czyszczę, wymieniam dźwiękowody itp.
Umawiam też finalizację czyli zakup aparatów.

Kiedy pacjent wraca do mnie z podbitymi wnioskami robię fakturę, czasem wystawiam raty, jeszcze raz omawiam obsługę i pielęgnację aparatów słuchowych, uczę jak zakładać i zdejmować aparaty i umawiam wizytę odbioru wkładek, które są robione w serwisie. Czas oczekiwania na wkładki około 2 tygodnie (zwykle wcześniej) i przez ten czas pacjent chodzi we wkładkach uniwersalnych. W przypadku aparatów dokanałowych, sprzedaż ich jest później, bo cały taki aparat musi być specjalnie wykonany pod dane ucho, a na stanie, wiadomo mam tylko zausze, które wydaję od ręki. Czas oczekiwania na aparat dokanałowy też około 2 tygodnie.

To wszystko jak wygląda wizyta u protetyka słuchu, a raczej wizyty. Mam nadzieję, że teraz rozumiecie dlaczego tyle to trwa :). Jeżeli ktoś z Was miał styczność, może podzielić się ze mną jak wyglądała wizyta u niego, sama też jestem ciekawa :). No i standardowo jak ktoś ma pytanie: zapraszam do dyskusji :).

Znowu epopeja narodowa mi wyszła! Ja nie mogę…SZOK! Niestety do wieszcza mi trochę brakuje, a nawet bardzo trochę :D. Życzę udanego wieczoru i DO USŁYSZENIA ! 🙂

#chodzasluchy – zapraszam do obserwowania mojego tagu, będzie mi miło 🙂

#protetykasluchu #pracbaza #ciekawostki