#anonimowemirkowyznania
Pracuję w rodzinnej firmie zajmującej się usługami i sprzedażą okien drzwi itp. Firma znajduje się na obrzeżach dużego miasta. Połowa klientów to mieszkańcy głębokiej wsi gdzie psy dupami szczekają. Druga połowa to mieszkańcy miasta. Przedstawię wam różnice pomiędzy współpracą z mieszkańcami Polski B i Polski A.

Klient ze wsi to jest raj. Zaliczka w gotówce. Dopłata 10minut po montażu. Protokół montażu podpisany bez gadania. Po wszystkim montażyści dostają jeszcze konfitury albo buteleczkę bimbru za dobrą robotę. Wiele razy dostałem telefon kilka miesięcy po usłudze „Panie kochany jakie piękne okna mi pan sprzedał nie słyszę nawet jak auta drogą jeżdżą. Jesteście super firma.” Aż serce rośnie słuchając takich rzeczy.
Nie zawsze w tej branży wszystko się udaje. W przypadku reklamacji zapraszam klienta do siebie piszemy pismo i w ciągu miesiąca wszyscy są zadowoleni.

A w mieście? W mieście jak w chlewie obsranym gównem. Zaliczka na przelew (dochodzi najczęściej za 2 tygodnie). Montaż nie za miesiąc 13 stycznia tylko 13 stycznia od 8:45 do 13:00 a potem od 16 do 17:30. Protokół montażu? Proszę przyjechać za 3 dni bo mąż wróci wieczorem a ja się nie znam. A jutro będzie szwagier budowlaniec to dokładnie sprawdzi. Reklamacja na drzwi z fabryczną rysą? Wszystko ok ale tutaj ma pan mój miesięczny koszt wynajmu mieszkania. Trzeba go zapłacić bo ja nie mogę żyć w miejscu bez drzwi do sypialni.

Kobieta wymieniła okna na szczelne. W domu wilgoć więc na oknach skrapla się para i cyk reklamacja. Mówię, że nie ma szans. Producent mówi nie ma szans. Za chwilę telefon „Możesz się spodziewać PIPu, US i innych kontroli. Ja mam dużo czasu”

Nie chcę generalizować ale praktyka jest bezlitosna. Ja rozumiem, że ktoś zna swoje prawa ale czasami ludzie myślą, że ja nie mam żadnych.
I jeszcze te jebane markety. Ogólnie bardzo pozytywnie wpływają na małe przedsiębiorstwa. Jak juz poprawimy robotę po ich montażystach i wymienimy produkt na porządny to mamy klienta i jego całą rodzinę w garści na długie lata. Ale jak przyjdzie czasem taki ananas: „Widzialem drzwi wejściowe dębowe za 500zł a u was takie same cztery razy drożej” to jebnę to wszystko i wyjadę w Bieszczady. Nie będę tłumaczył, że tamte są chińskie i można je otworzyć otwieraczem do konserw bo nie są dębowe tylko blaszane w kolorze złoty dąb. Klient ze wsi albo nie był w markecie albo był i wyszedł zagubiony bo nikt do niego nie zagadał.
#remont #pracbaza #miasto #wies

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje